wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 15

oczami Caitlin
Niall zabrał mi wszystkie albumy ze zdjęciami i je oglądał. Nie rozumiem po co on się tak szczerzy do tych zdjęć.
-Niall...słyszałeś..ktoś jest na dole...-wyszeptałam. Chłopak rzucił się na moje łóżko i schował pod kołdrą. Cały on. Zeszłam po woli na dół. W salonie stał wysoki mężczyzna w mundurze.
-Przepraszam że wszedłem, ale dzwoniłem i pukałem a nikt nie odbierał a drzwi były otwarte....
-Nic nie szkodzi. Nie było słychać dzwonka bo jest zepsuty. A o co chodzi?
-Pani Beadles prawda?
-Tak....-odparłam niepewnie.
-Pański przyjaciel i pańska córka mieli wypadek. Chłopak jest w stanie krytycznym, ale uratował życie dziewczynce. Jej nie jest nic poważnego. Kilka zadrapań. boje są w szpitalu-gdy to usłyszałam w moich oczach pojawiły się łzy.
-Niall!-krzyknęłam dosyć cicho bo miałam ściśnięte gardło. Po chwili Irlandczyk pojawił się na dole. Policjant wyjaśnił mu o co chodzi, bo ja nie byłam w stanie. On mocno mnie przytulił. Mundurowy wyszedł a my zostaliśmy sami. Ciągle płakałam.
-Kochanie..ale żyją...rozumiesz? To jest najważniejsze....-próbował uspokoić mnie blondyn.
-Ale Harry ledwo przeżył..a....a..gdyby on się nie odważył jej odepchnąć...ona by tego nie przeżyła..jest słaba....-jąkałam się.
-Jedziemy do szpitala. Musimy zabrać małą...i zobaczyć Hazzę...-wyszeptał Niall i ciągnął mnie za rękę w stronę auta. Wsiedliśmy i wyjechaliśmy z podjazdu. Oczywiście on prowadził.
-Boże...teraz akurat wszyscy się spieszą?! Terach musimy stać w tym cholernym korku?!-gadałam jak najęta. Już dawno nie myślałam co robię. Po niecałej godzinie wchodziliśmy do budynku. Odrazu pobiegłam do recepcji.
-Dzisiaj wylądowali tu Harry Styles i Samantha Beadles...gdzie oni są?-prawie wykrzyczałam. Niall stanął obok i przyglądał się starszej i siwej kobiecie.
-Kim pani...państwo dla nich są?-zapytała znudzona.
-Dla dziewczynki rodzicami..a Harry...to nasz bliski przyjaciel...
-Chłopak leży w sali numer 24, a dziewczynka siedziała z nim jak ostatnio tam byłam...-nawet nie czekałam na Nialla, tylko pobiegłam do tej sali. Już w progu zobaczyłam bladego loczka, obok niego Marikę, a w kącie Darcy i Sam. Podbiegłam do małej i mocno ją przytuliłam.
-Kochanie..wszystko dobrze? Dobrze się czujesz? Wiesz jak się martwiłam?-Sami tylko mnie mocno przytuliła. Niall stanął za małą i objął nas obie rękami. Westchnęłam i podeszłam do Mariki.
-Co z nim?
-Wyjdzie z tego..musi..dla mnie i małej...nawet nie myślę o innej opcji..-powiedziała dziewczyna łamiącym się głosem.
-Tak mi przykro...mam wrażenie że to moja wina...
-To niczyja wina..postąpił tak jak powinien..każdy na jego miejscu zrobiłby to samo....dobrze..może go nie męczmy..i chodźmy z dziewczynkami gdzieś...np do wesołego miasteczka?
-No trzeba je odstresować..-całą piątką wyszliśmy i pojechaliśmy do wesołego miasteczka. Dziewczynki razem z moim chłopakiem szalały, ja spokojnie chodziłam i jadłam mojego jagodowego loda, a Marika pojechała do Harrego bo nie chciała zostawić go samego. To był okropny dzień. Widać tak miało być.
sobota
Wszystko powoli się układa. To chyba cud ale Harry wczoraj wyszedł ze szpitala. Już nic mu nie jest, ma tylko rękę w gipsie, którym zajęły się dziewczynki. Były na nim koślawe kwiatki, serduszka, imiona wszystkich przyjaciół loczka, chmurki, grzybki, różne motylki, widziałam nawet domek, kota, psa i coś co przypominało świnię w centki, ale Darcy mi wyjaśniła że to jest kolorowa krowa. Czyli po prostu wszystko co wpadło dziewczynką do ich główek. Zadzwoniłam do Louisa. Odebrał po dwóch sygnałach.
-No co taam-wydarł się chłopak do telefonu.
-Lou..jak tak będziesz krzyczał to zsypiesz cały brokat ze swojej dziewczyny.
-Boże..co wy do niej macie? Normalna dziewczyna taka jak ty, Marika, Klaudia, Paulina...hm..moi przyjaciele mają słabość do Polek..ciekawe..one są ładne...-zaśmiałam się.
-Polak potrafi-wybuchłam śmiechem.
-No dobra...a po co dzwonisz?
-Czy wszystko gotowe na urodziny twojej perełki.
-Tak..wszystko gotowe..różowe baloniki...księżniczki...nawet mogę kucyka załatwić...
-Nie!! Bo go zagniecienie swoimi tyłkami...pewnie to wy....stare świnie będziecie się cieszyć tym wszystkim bardziej niż solenizantka
-------------------------------------
wiem że krótki...trudno..nie mam pomysłów...więc...nie wiem kiedy dodam kolejny..

dziękuję za tyle wejść...nim się obejrzałam jest och ponad 1100...na prawdę..nie sądziłam że kiedyś będzie więcej niż 500 <3