oczami Mariki
Już od tygodnia mieszkam u Hazzy. Bardzo mi pomaga. Zaprzyjaźniliśmy się. Teraz siedziałam w pokoju, który chwilowo mogę nazwać moim. Usłyszałam ciche pukanie. W domu byłam tylko ja i loczek więc wiedziałam kto stoi po drugiej stronie.
-Wchodź-powiedziałam na tyle głośno by chłopak usłyszał. Po kilku sekundach Harry siedział obok mnie.
-Co tam?-zapytał chłopak słodko się uśmiechając.
-A nic..a tam?-zaśmialiśmy się.
-Też. Ej...idziemy zobaczyć czy nie ma nas na dole?-wybuchłam śmiechem.
-Ile ty masz lat że wierzysz że można być w dwóch miejscach na raz?
-Ja? Em..dzisiaj jest...em...czwarty sierpnia..więc..mam osiemnaście lat, sześć miesięcy i cztery dni-wyrecytował loczek. Wybuchłam śmiechem. On udawał obrażonego.
-No nie obrażaj się..-mówiłam przez śmiech. Hazza uśmiechnął się cwanie.
-Nie chcesz iść na dół po dobroci? To pójdziesz..albo zostaniesz zaniesiona pod przymusem-wyszeptał groźnie chłopak. Wziął mnie na ręce i zniósł na dół. Gdy ujrzałam co przygotował zdziwiłam się.
-Harry...co..co..co to jest?-zapytałam patrząc na zastawiony stół. Stało na nim mnóstwo jedzenia, świece i wazon z różami.
-Niespodzianka-powiedział chłopak obejmując mnie od tyłu w pasie. Uśmiechnęłam się. Poczułam że Hazza muska mój policzek. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Ale..po co..i..w ogóle-nie wiedziałam co powiedzieć.
-Po prostu musimy porozmawiać. I chciałem żeby atmosfera przy tej rozmowie była miła-uśmiechnął się chłopak ukazując swoje słodkie dołeczki. Rozejrzałam się po pokoju. Tak..to będzie najlepszy moment żeby powiedzieć loczkowi że się chyba w nim zakochałam. Usiedliśmy obok siebie. Zaczęliśmy jeść i się wygłupiać.
-To o czym chciałeś porozmawiać?-zapytałam uśmiechając się chłopka.
-Bo..ja nie wiem jak ci to powiedzieć...-Harry nabrał głośno powietrze-Bo..no..
-Jak chcesz żebym si wyprowadziła to nie ma sprawy-przerwałam mu.
-Nie! Nie o to chodzi...-spojrzałam na chłopaka. Miałam wrażenie że chce mi powiedzieć coś, co sprawi mi wielką przykrość. Może że mnie nie lubi? Nie wiem...sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Po moim policzku spłynęła łza-Ej co jest? Czemu płaczesz?-zapytał chłopak z troską.
-Mogę ci powiedzieć wszystko?-zapytałam niepewnie.
-Jasne...a ja zawsze ci pomogę jak tylko umiem.
-Więc..jest taki chłopak...ja się chyba w nim zakochałam. Starałam dać mu do zrozumienia że mi się podoba..ale on chyba tego nie zauważył. I mam wrażenie że nawet nie mam u niego szans-wzruszyłam ramionami.
-Ten chłopak to jakiś idiota. Jak można cię nie chcieć?-spojrzałam na niego.
-W takim razie jesteś idiotą..
-Że co? Ty...zakochałaś się we mnie?-zdziwił się loczek. Wtulił się we mnie-Ja..właśnie chciałem ci powiedzieć..że ja zakochałem się w tobie-Spojrzałam mu w oczy. Były w nich iskierki szczęścia. Delikatnie musnęłam jego wargi. Chłopak to odwzajemnił.
oczami Caitlin
Jeej..każdy pamięta o moich urodzinach. No trudno. Ale nareszcie mam dziewiętnaście lat. Wstałam. Długo myślałam co ubrać. W końcu zdecydowałam się na moją ulubioną sukienkę i moje kochane buty. Uczesałam się i lekko umalowałam. Wyszłam z domu na krótki spacer. Termometr wskazywał 29 stopni, słońce grzało. Idealny dzień. Słyszałam jakieś piski. Spojrzałam na grupkę dziewczyn. Otaczały kogoś. Pewnie dorwały jakąś gwiazde. Byłam ciekawa kogo. Podeszłam bliżej i zobaczyłam Zayna. Zaśmiałam się. On gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie, podniósł i zaczął się kręcić.
-Wszystkiego najlepszego-wyszeptał i postawił mnie na ziemi-Ej-zwrócił się do swoich fanek-To jest moja przyjaciółka jeszcze ze szkoły i przedszkola..i ona dzisiaj ma urodziny..zaśpiewajmy jej sto lat-ledwo skończył, a dziewczyny śpiewał. Zawstydzona nie wiedziałam co zrobić. Gdy skończyły stwierdziłam że wypadało by podziękować.
-Wielkie dzięki za te cudne wykonanie. Ale ktoś tu fałszował. Zayn..naucz się śpiewać-wszyscy się zaśmiali. Po niecałej minucie grupka się rozeszła. Zostaliśmy tylko ja i mulat.
-Jak mijają ci urodziny?-zapytał chłopak.
-Jak zawsze. Normalny dzień, tak jak każdy inny.
-Nie prawa. Widać że stara jesteś-walnęłam go w ramię.
-Nie obrażaj mnie. Jestem jeszcze młoda i piękna!
-Tak, tak, buduj swoją samoocene-zaśmiałam się-Idziemy się przejść?-zaczęłam myśleć nad odpowiedzią. Chciałam spotkać się z Niallem. Ale trudno. Zaśmiał. Wszyscy zapomnieli-Chętnie-zaczęliśmy iść. Nagle zadzwonił mój kochany blondyn. Pełna nadziei odebrałam.
-Tak?
-Hej kochanie. Wiesz, dzisiaj się nie spotkamy bo idę z Louisem na piwo.
-Miłej zabawy.
-Ja muszę kończyć. Kocham.
-Wiem..pa-powiedziałam i się rozłączyłam. Szłam przed siebie.
-Coś się stało?
-Nie, to tylko Niall dzwonił że się dzisiaj nie spotkamy.
-Więc, porywam cię na cały dzień i noc. Zgoda?
-Zależy gdzie-zaśmiałam się cicho.
-To porwanie. Nie mogę ci powiedzieć. Masz ochotę na małą sesję zdjęciową? Nieważne...chodź..porobimy ci zdjęcia...-zaśmiał się chłopak i ciągnął mnie za rękę.
-A może najpierw spacer?-zaproponowałam.
-No dobra-i zaczęliśmy spacerować po parku. Gdy spojrzałam na zegarek była dwudziesta. chodziliśmy po parku sześć godzin. W pewnym momencie Zayn zakrył mi oczy rękoma.
-Idziemy w ważne miejsce...nawet nie próbuj podglądać-wyszeptał tajemniczo chłopak. Szłam tak jak on mnie prowadził. Po dłuższej chwili stanęliśmy. On zabrał ręce.
-Niespodzianka!-krzyknęli wszyscy. Wszyscy moi przyjaciele. Rozglądałam się. Nie było Nialla, a Louis był. Ciekawe gdzie on jest. No trudno. Znajomi zorganizowali dla mnie taką imprezę to muszę się bawić, a nie rozmyślać. Z tyn nastawieniem zaczęłam tańczyć do głośnej muzyki.
------------------------------------------
Już odpuszczę ten jeden komentarz :D I jak się podoba? Mi wcale. Ale trudno.
Z dedykacją dla Miki-najlepszego miśku..starzej się dalej :D
Do następnego..czyli..albo jutra albo wtorku o ile uda mi się wyrobić :D
Komentujcie, a w komentarzach piszcie swoje imiona. Chcę wiedzieć kto to czyta.