sobota, 15 września 2012

Rozdział 1


Stoję w długiej kolejce do kasy. Musiałam wybrać się na zakupy i kupić coś do jedzenia bo ostatnio moja lodówka świeci pustką. Tak chyba pomyślała połowa Londynu. W pewnej chwili zaczął dzwonić mój telefon. Odebrałam go znudzona.
-Taak?-zapytałam.
-Hej Cait, co robisz?-zapytała moja przyjaciółka Payton.
-Hmm...stoję, czekam, i rozmawiam z tobą-zaśmiałam się.
-A gdzie stoisz?-zapytała rozbawionym głosem Pay.
-Na podłodze-obie zaczęłyśmy się śmiać-Nie no, tak na prawdę stoję w kolejce w sklepie i postoję tu chyba do rana-westchnęłam.
-Aha..wpadniesz dzisiaj do mnie?-zapytała przyjaciółka.
-Jasne. Odniose zakupy do domu i wpadam do ciebie.
-Tylko uwaga..moi rodzice są w domu..czasami zazdroszczę ci że już sama mieszkasz..
-Uwierz że nie ma czego, ja sama się nie przyzwyczaiłam. Nie wiem co mnie podkusiło wyprowadzić się trzy dni po moich osiemnastych urodzinach.
-Dobra porozmawiamy później. Pa-powiedziała koleżanka. Pożegnałam się i rozłączyłam. Schowałam telefon do kieszeni moich czarnych spodenek. Nawet nie wiem jak to się stało ale kasjerka właśnie kasowała moje zakupy. Wyszłam ze sklepu obładowana kilkoma reklamówkami. Idąc patrzyłam na moje buty. Nagle na kogoś wpadłam i się przewróciłam. Kątem oka zouważyłam że osoba na którą wpadłam to chłopak, który również siedział na ziemi. Spojrzałam na niego i zatkało mnie.
-Ja..ja..prze..przepraszam...-wyjąkałam.
-Nic się nie stało. Wszystko w porządku?-zapytał chłopak swoim melodyjnym głosem. Wstał i podał mi rękę by pomóc mi się podnieść z brudnego chodnika. Wstałam i ręką delikatnie otrzepałam moje uda.
-Nie..wszystko w porządku...-patrzyłam na chłopaka jak zachipnetyzowana.
-Jestem Zayn-powiedział wesoło chłopak.
-Caitlin..boże..ty jesteś..ten Zayn Malik?-spytałam niepewnie. Musiałam się upewnić.
-Tak to ja...ale nie traktuj mnie jak wielką gwiazdę tylko jak zwykłego nastolatka-westchnął.
-Jasne-uśmiechnęłam się. Mulat spojrzał na zakupy, które trzymałam w rękach.
-Może ci pomogę?-zapytał śmiało.
-Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Na pewno gdzieś się spieszysz.
-Nie prawda. Właśnie odwrotnie. Chodzę po mieście i nie wiem co mam z sobą zrobić-powiedział z uśmiechem pokazując rządek swoich idealnie białych zębów. Wziął ode mnie torby z zakupami. Zaczęliśmy iść w stronę mojego domku. Szliśmy chodnikiem, który znajdował się przy bardzo ruchliwej ulicy.
-Cait? Znaczy o ile mogę tak do ciebie mówić...-zapeszył się mój towarzysz.
-Oczywiście że możesz tak mówić-słodko się uśmiechnęłam.
-Ty...jesteś naszą fanką?-zapytał niepewnie. Zaśmiałam się.
-Lubię waszą muzykę i wasze słodkie buźki ale nie mam na waszym punkcie obsesji-zaśmiałam się.
-Czyli..uważasz że mamy słodkie buźki?-zapytał Zayn z cwanym uśmiechem.
-Hmm...tak-uśmiechnęłam się-Jesteśmy na miejscu..-powiedziałam gdy staliśmy pod moim domem.
-Ty..tu mieszkasz?-zapytał chłopak podziwiając dom. Mój dom nie jest wielki ale zalicza się do willi z basenami. Przed domem mam śliczny, zadbany ogród z kolorowymi kwiatami.
-Tak...wejdziesz do środka?-zapytałam niepewnie.
-A nie będę przeszkadzał?
-Nie...nawet nie mam co teraz robić..znaczy miałam iść do przyjaciółki ale ona poczeka-zaśmiałam się. Otworzyłam furtkę i weszliśmy pod dom. Zza domu wybiegł mój pies, który zaczął skakać na mnie. Zaśmiałam się i go pogłaskałam. Mój buldog to uwielbia.
-Max! Do budy!-krzyknęłam do psa a on posłusznie odszedł. Otworzyłam mieszkanie i zaprosiłam mulata do środka. Wzięłam od niego torby z zakupami i poszłam z nimi do kuchni. On przyszedł za mną. Zaczęłam rozpakowywać torby.
-Chcesz coś do jedzenia lub picia?-zapytałam.
-Nie, dzięki-odpowiedział chłopak i przyglądał mi się.
-Czemu tak na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy? Rozmazał mi się makijaż czy co? -zapytałam speszona.
-Nie, wszystko jest w porządku. Wyglądasz ślicznie-powidział zalotnie chłopak, na co ja się zarumieniłam.
-Dzięki...-włożyłam ostatnią mrożonkę do zamrażalnika.
-Daj mi swój telefon na chwilkę..-poprosił słodko chłopak. Spojrzałam na niego podejrzanie.
-Po co ci on?
-Daj..po prostu...-uśmiechnął się i puścił mi oczko. Ja lekko się zawahałam ale podałam mu swój telefon. Zayn zaczął coś pisać.
-Proszę bardzo..i nie masz za co dziękować-powiedział i oddał mi komórkę- Ale jak nie zadzwonisz to się obrażę, bo to znaczy że nadaremnie napisałem ci 9 magicznych cyfr i moje imię..-spojrzałam na niego wielkimi oczami-A..i ładna tapeta na telefonie-zaśmiał się chłopak. Dopiero sobie przypomniałam że na taptę mam ustawione zdjęcie chłopaków.Odrazu się zarumieniłam.
-I masz słodkie rumieńce i dołeczki jak się uśmiechasz-powiedział chłopak patrząc na mnie.
-Czy ty mnie podrywasz?-zaśmiałam się. Chciałam żeby skończył mnie zawstydzać.
-Hm...czyli chyba jednak mi wychodzi skoro zauważyłaś-powiedział zalotnie.Zaśmiałam się.
-Ty mnie nie pamiętasz, prawda?-tym pytaniem zbiłam go z tropu.
-To..my się znamy?-zapytał zdziwiony chłopak.
-Pamiętasz..taką małą blondynke, w dwóch kucykach związanych wstążeczkami? Od drugiej klasy siedziała zawsze w trzeciej ławce pod oknem....-zaśmiałam się.
-Chodziłem z tobą do klasy?!-pokiwałam twierdząco głową.
-Ok..więc w rzędzie pod ścianą siedziałem ja, Christian, Justin, Casyas, Payton pamiętasz ją?-próbował zmienić temat.
-Pamiętam. To moja najlepsza przyjaciółka...poczekaj..-pobiegłam do swojego pokoju. Szybko złapałam za album ze zdjęciami z szkoły podstawowej i zeszłam na dół. Wyjęłam jedno zdjęcie. Na zdjęciu byłam ja i Zayn.
-A pamiętasz tą dziewczynke?-zapytałam.
-Jasne..to..ta..jak ona miała na imię..nie wiem..pamiętam przezwisko-Cleoi-zaśmiałam się-skąd masz zdjęcie moje i Cleo?
-Bo to ja-zaśmiałam się-A przezwisko wzięło się stąd że kochałam postać z jakiejś tam bajki, która nazywała się Cleo.
-Co się stało z twoimi ślicznymi blond kucyczkami?-zapytał chłopak udając smutnego-Lubiłem je..
-Tak..a szczególnie je psuć lub za nie ciągać...
-Tak...bo podkochiwałem się w tobie-powiedział mój kolega, a ja doznałam szoku.