sobota, 22 września 2012

Rozdział 6


-Ta osoba to Chaz Sommers. Wie pan kto to?-zamurowało mnie. Miałem ochotę zabić Chaza.
-Wiem-wysyczałem przez zaciśnięte zęby-To były chłopak Mariki... ona zerwała z nim w dniu zaginięcia-wyszeptałem.
-Czyli mamy motyw. Dziękujemy. To nam bardzo pomoże-miałem dość. Czemu oni ustalają wszystko oprócz tego gdzie jest Mariczka? Cholernie się o nią bałem. Całe szczęście mam wspaniałych przyjaciół, którzy mnie wspierali jak tylko mogli. Byłem im za to wdzięczny. Poszedłem na spacer. Rozmyślałem nad wszystkim.
oczami Liama
Usiadłem na ławce przy jakiejś starej, opuszczonej kamienicy. W pewnej chwili do moich uszu dotarł cichy płacz. Zacząłem się rozglądać. Miałem wrażenie że płacz dochodził z piwniczek. Nie wiedziałem dlaczego, ale wszedłem do jednej z kamieniczek. Zacząłem się rozglądać. Nie wiedziałem co robić. Chyba każdy normalny człowiek, mimo że do normalności było mi daleko ale pomińmy ten fakt...więc każdy normalny człowiek o zdrowych zmysłach zaczął by szukać osoby, której płacz było słychać i by jej pomógł. Wszedłem do piwnic. Płacz dobiegał z jednej z piwnic. pociągnąłem drzwi w swoją stronę. Były zamknięte. To co ja mam zrobić? Osoba, która tam była przestała płakać. Chyba się wystraszyła.
-Jest tam ktoś?-zapytałem głupio.
-Ja...t..ta...tak-zaczęła się jąkać jakaś dziewczyna. Miałem wrażenie że wiem do kogo należy ten głos.
-Nie bój się mnie. Ja chcę ci pomóc...-spojrzałem na drzwi. Mógłbym spróbować je wyważyć..ale nie wiem czy mi się uda.-Możesz odsunąć się od drzwi? Spróbuję je wyważyć..-powiedziałem zamyślany. Gdy usłyszałem cichutko 'już' odszedłem kilka kroków. Wziąłem głęboki wdech. Całym ciężarem swojego ciała uderzyłem o drzwi. Nie pomogło. Uderzyłem drugi, trzeci. Za czwartym się udało. Drzwi runęły na ziemie. W kącie siedziała strasznie chuda, brudna i poobijana dziewczyna. Bała się. Było to widać. Gdy odsłoniła twarz spod swoim bujnych, ciemnych blond loków już wiedziałem kto to. To ta dziewczyna, którą poznaliśmy w klubie..jeju..jak ona miała na imię..Marina...Monika..a..już wiem.
-Marika? Co ty tu robisz?-podszedłem powoli do dziewczyny. Ona chyba mnie poznała.
-Liam...zabierz mnie stąd....-wyszeptała.
-Dasz rade iść sama?-zapytałem z troską. Wiedziałem że muszę jej pomóc jak tylko umiem. Harry bardzo się o nią martwił. Przytuliłem ją do siebie.
-Ja...ja..n..nie...nie wiem-zaczęła się jąkać Marika. Bez namysłu wziąłem ją na ręce. Wyszedłem z tej piwniczki. Zabrałem dziewczynę do swojego domu. Ona po drodze zasnęła. Na miejscu położyłem ją na łóżku w moim pokoju i opatuliłem kocem. Spojrzałem na jej liczne zadrapania. Ktoś musiał się nad nią znęcać. Zadzwoniłem do Hazzy. Odebrał po trzech sygnałach.
-Tak?-zapytał znudzony.
-Mam ją! Znalazłem ją, rozumiesz?-zacząłem krzyczeć do słuchawki.
-Liam, cieszę się że znalazłeś swoją bluzke-zaśmiał się mój przyjaciel.
-To też. Ale mi nie chodzi o moją koszulkę. Znalazłem Marikę. Byłem na spacerze i całkiem przez przypadek ją znalazłem-w skrócie zacząłem opowiadać jak to się stało że Marika jest u mnie. Harry był w szoku.
-Mogę przyjechać?-zapytał niepewnie.
-Jasne. To do zobaczenia-rozłączyłem się. Poszedłem do kuchni i przygotowałem wiele kanapek. Postawiłem talerz na stole w jadalni. Usiadłem w salonie i włączyłem telewizor. Leciał jakiś serial. Zacząłem oglądać. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
oczami Mariki
Gdy się obudziłam nie wiedziałam gdzie jestem. Nie zdziwiło mnie to. Ale zaraz..jestem w pokoju, na łóżku, jest jasno , a nie ciemno. Widziałam Liama..albo mi się przyśnił. Zobaczyłam drzwi. Podeszłam do nich. Modliłam się żeby były otwarte. Albo nie. Tam może być gorzej. nacisnęłam klamkę i popchnęłam drzwi. Otworzyły się. Wyszłam na długi korytarz. Słyszałam jakieś głosy na dole. Bałam się że to Chaz i jego kolega Jeydon. Mimo że żyję dzięki Jeydonowi. To on mi dawał więcej jedzenia niż chciał Chaz. Zeszłam powoli na dół. Osoby które tam były ucichły. Chyba usłyszały moje kroki. Wystraszona podniosłam głowę żeby zobaczyć kto tam był. Na sofie siedział Liam i Harry. Hazza podbiegł do mnie i mnie przytulił. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak małe dziecko.
-Spokojnie. Już jesteś bezpieczna-próbował uspokoić mnie loczek, głaszcząc mnie po włosach. Spojrzałam na Liama.
-Dziękuje-wyszeptałam. Chłopak tylko się uśmiechnął. Harry na mnie spojrzał i się skrzywił. Smutno mi się zrobiło. Chłopak pocałował mój policzek.
-Głodna?-zapytał Liam.
-Nie-skłamałam. Nie chciałam robić im kłopotu-Zjem u siebie. Chyba już pójdę-westchnęłam. Nie mogłam się przyznać że nie mam gdzie się podziać.
-Gdzie teraz mieszkasz?-zapytał Harry.
-Ja..no...e...na..
-Nie masz się gdzie podziać, prawda?-przerwał mi Liam. Niechętnie przytaknęłam.
-Ja już pójdę...-wyszeptałam. Zaczęłam iść w stronę drzwi. Hazza złapał mnie za rękę.
-Gdzie się podziejesz?-zapytał Harry.
-Nie wiem. Jakoś sobie poradzę. Może u Pauliny.
-Kto to Paulina?-zapytał Liam.
-Moja dobra koleżanka. Ale nie wiem bo miała się przeprowadzić.
-Możesz zostać u mnie. Chcę ci pomóc i być pewny że jesteś bezpieczna.
--------------------------------------------
Więc..coś tam napisałam :D ogólnie jak ktoś mi zrobi znowu awanture że chce jakąś akcje to już lepiej niech teraz przestanie to czytać bo ja piszę co chcę i nikt tego nie zmieni. To moje opowiadanie. Jak ktoś che własne akcje to niech pisze swojego bloga. Chętnie poczytam. I nie wiem kiedy teraz dodam rozdział bo nie mam czasu na ich pisanie. Do następnego <3