czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział 14

Rano obudziłam się w objęciach Nialla. Aż przypominają mi się stare czasy, jak on całe noce przesiadywał u  mnie. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się. Nie obyło się również bez czułości. Sama się dziwię że to wszystko tak szybko się dzieje. Nigdy bym nie pomyślała że on wróci i tego dnia wrócę do niego i on zamieszka u nas. Spojrzałam na Irlandczyka, który jeszcze słodko spał. Chłopak w nocy trzymał mnie kurczowo, że nawet nie mogłam się przekręcić. Zauważyłam że teraz poluzował uścisk, więc wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Ubrałam czarne rurki i żółty sweterek. Umalowałam się lekko i spojrzałam na zegarek. Westchnęłam. Poszłam do kuchni i zrobiłam śniadanie dla moich głodomorów. Jest środa więc Sami musi iść dzisiaj do szkoły. Ustawiłam talerzyki z kanapkami na stole i poszłam do córeczki. Usiadłam koło niej po pogłaskałam po policzku.
-Kochanie...musisz wstać..do szkoły idziesz...-wyszeptałam. Mała odkręciła się tyłem do mnie.
-Muszę? Ja chcę jeszcze spać..-wymamrotała Sam.
-Musisz musisz..mi też nie chciało się wstawać żeby uszykować ci ubranka, zrobić śniadanie, potem zaprowadzić do szkoły..i w ogóle..ja mam więcej roboty..więc wstawaj-uśmiechnęłam się. Podeszłam do szafy dziewczynki-Chcesz założyć dzisiaj sukienkę?-zapytałam córeczki która próbowała wstać z łóżka. Rozejrzałam się po pokoju, w którym tak jak zawsze panował idealny porządek.
-Tak-uśmiechnęła się dziewczynka, której podałam sukienkę w fioletowo białe paski i czarne rajstopki.
-To ja czekam na dole ze śniadaniem-uśmiechnęłam się i tak jak co ranka zeszłam do kuchni. Sprawdziłam czy wszystko co miałam do postawienia na stole, rzeczywiście się na nim znajduje. Usiadłam i czekałam na córcię. Po krótkiej chwili zeszła zaspana.
-Co na śniadanie?-zapytała ziewając.
-Hmm...dzisiaj do wyboru. Kanapeczki z czymkolwiek chcesz...pokroiłam ogórka, ser, pomidora i jakąś szynkę...kakao jest w dzbanuszku..dżem stoi..także bierz to na co masz ochotę-zwróciłam się do Sami, a sama wzięłam kanapkę z serem. Zjadłam i poszłam do pokoju dziewczynki. Wyjęłam z jej szafki gumki do włosów i szczotkę. Wróciłam spowrotem do jadalni.
-Już zjadłaś?-zapytałam.
-Taak..mamo..a gdzie jest tata? Miał tu być..-stwierdziła ciekawa, gdzie Irlandczyk się podziewa.
-Śpi jeszcze. A teraz chodź..Zrobię ci dwa kucyki-wzięłam dziewczynkę na ręce i poszłam z nią do salonu. Posadziłam ją na fotelu, włączyłam telewizor i zaczęłam czesać dziewczynkę. Gdy uczesałam małą usłyszałam że telefon mi dzwoni. Pobiegłam po niego i odebrałam.
-Tak?-zapytałam.
-Siemka..idziesz dzisiaj do pracy?-zapytał Harry
-Dzisiaj nie. Do końca miesiąca mam urlop a co?
-Tak się pytam bo myślałem czy dzisiaj mam odbierać Sam ze szkoły czy może Niall to zrobi...-walnęłam się z otwartej dłoni w czoło. Przecież zawsze Harry odbiera Sami ze szkoły, a ja gdy wracam z pracy zachodzę do nich i zabieram córkę do domu.
-Nie..ja ją dzisiaj odbiorę..ale jeśli chcesz możesz ją zaprowadzić-zaśmiałam się.
-Ok..będę za 5 minut-zaśmiałam się i rozłączyłam.
-Kochanie..dzisiaj Harry cię zaprowadzi do szkoły..ale ja i tata cię odbierzemy zgoda?-zapytałam.
-Dobra..a kiedy Harry będzie? Będzie Darcy?
-Kotku..Darcy jest od ciebie młodsza i ona jeszcze nie chodzi do szkoły..dopiero za rok pójdzie..i Hazza powinien być za kilka minut..więc się ubieraj..a ja idę po twój plecak. Po chwili zeszłam z plecakiem, który pomogłam założyć Samancie na plecy. Harry wszedł do domu i spojrzał na nas.
-Ty wiedziałeś że mi się nie będzie chciało jej prowadzić prawda?
-Hmmm..znam cię-zaśmiał się słodko loczek, pokazując swoje dołeczki.
-No to miłego dnia skarbie...-pocałowałam dziewczynkę w policzek. Harry wziął małą na ręce i wyszli. Poszłam do Nialla. Usiadłam na brzegu łóżka.
-Niall..albo wstajesz..albo nie dam ci nic do jedzenia-starałam się mówić poważnie. Podziałało. Chłopak zerwał się z łóżka jak oparzony. Stał na środku pokoju w samych bokserkach nie wiedząc co się dzieje.
-Cześć kotku-zaśmiał się i musnął moje usta.
-Ubieraj się i chodź na śniadanie..a potem..pokaże ci zdjęcia Sami jak była malutka.
-Dobra...-powiedział chłopak zapinając już spodnie-A twoje jakieś też będą?
-Coś się znajdzie...idź na dół..tak jest śniadanie..a ja ci poszukam jakiś zdjęć...
-Dobra..ale zaraz wracam-poruszał brwiami blondyn i wyszedł. Wyjęłam z biurka album ze zdjęciami i starałam się wybrać, które mogę pokazać.Jedno ze mną i Sami jak była malutka, o..nawet nie wiedziałam że mam zdjęcia z tego dnia. Doskonale go pamiętam. Sami miała półtora roczku i po raz pierwszy poszła na sanki na dużą górkę<klik>. Zdjęcie z mini balu karnawałowego organizowane przez Louisa <klik>. Pierwszy  serek jedzony samodzielnie <klik>. Zabawa w samochodzie <klik>. Chyba robiłam zdjęcia przy każdej okazji. Dobrze..reszte Sami pokaże sama. teraz jakieś moje. Hmm..jedno zdjęcie z mini sesji zdjęciowej, w której stylistą dla mnie był nikt inny jak Zayn <klik>, nawet mam zdjęcie jak Sam z Darcy wyciągnęły mnie razem z Mariką na plac zabaw i zmuszona byłam bawić się z nimi <klik>. Co ja tu jeszcze mam..przekręciłam kolejną stronę albumu, a w moich oczach pojawiły się łzy. Zobaczyłam zdjęcie zrobione tuż po narodzinach Sami. Payton wtedy mnie bardzo wspierała. <klik>. Ale teraz wiem że straciłam ją na zawsze. Zrobiłabym chyba wszystko żeby ją odzyskać..no..może niekoniecznie..bo np nie skoczyłabym z dachu..i znalazło by się kilka rzeczy których bym nie zrobiła. Westchnęłam. Kiedyś ona mi powiedziała że dopiero jak się kogoś straci, widzi się co ta osoba dla ciebie znaczyła. Tak..to prawda. Tylko czemu za późno zauważyłam że ją tracę już na dobre? Jestem głupia. Ciągle mam nadzieję że ona wróci. Oby powiedzenie że nadzieja matką głupich się sprawdziło. No ale dobrze. Zaraz wróci tu mój chłopak, lepiej niech nie wie o niczym. Tak jak myślałam po chwili w pokoju zawitał wesolutki blondyn.
-To poookaż te zdjęcia-rzucił i nie czekając na odpowiedź wyrwał mi przygotowane fotografie z ręki. Oglądał je z uśmiechem.
oczami Harrego
Szliśmy wolno chodnikiem.
-Sam...cieszysz się że niedługo twoje urodziny?-przerwałem jakoś ciszę.
-Bardzo. A szczególnie że pójdziemy na basen-uśmiechnęła się słodko dziewczynka. Stanęliśmy przed przejściem dla pieszych, ponieważ było czerwone światło. Sami zdjęła plecak i otworzyła jedną z kieszeni. Butelka z piciem wypadła i poturlała się na ulicę. Dziewczynka nic nie myśląc pobiegła za nią. To były sekundy. Zobaczyłem wielką ciężarówkę jadącą w stronę dziewczynki. Nic nie myśląc rzuciłem się by odepchnąć małą.Odepchnąłem ją z całych sił i poczułem mocny ból. Przed oczami miałem ciemność. Nie mogłem oddychać. Być może umrę ale udało się i dziewczynka poleciała gdzieś na chodnik. Nic jej nie będzie. Jedynie może jakieś zadrapania i siniaki. Ona była w tym momencie ważniejsza. Nie mogę oddychać. Nie wiem co się dzieje. Pustka.
---------------------------------------------------------------------
i jest kolejny rozdział :D
hm..do następnego :*